Słodkie kakao, dźwięk handpana i słowa, które stają się drogowskazem
Zaktualizowano: 12 lip
Wierzę, że…
Dziecko nie potrzebuje gotowych odpowiedzi. Potrzebuje ludzi, którzy będą wierzyć, że odnajdzie własną drogę.
Istota
Projektując takie ceremonie, nie szukam wyjątkowych rytuałów. Szukam znaczenia.
Wierzę, że dziecko od pierwszych chwil życia potrzebuje przede wszystkim doświadczenia, że jest przyjęte z miłością i otoczone ludźmi, którzy ufają jego własnej drodze. Dlatego zamiast życzeń i wskazówek zapraszam do dzielenia się sobą. To doświadczenia dorosłych stają się darem, a nie gotowe odpowiedzi.
Najpiękniejsze ceremonie nie mówią człowiekowi, kim ma być. Przypominają mu, że od początku ma prawo być sobą.
Historia
Jedna z rodzin zaprosiła mnie do współtworzenia ceremonii powitania swojego dziecka. Zależało im na tym, aby ten moment był czymś więcej niż spotkaniem przy stole. Chcieli stworzyć doświadczenie, które stanie się częścią rodzinnej historii.
Każda z zaproszonych osób przyniosła wyjątkowy dar – jedno słowo. Nie był to prezent w tradycyjnym znaczeniu, lecz wartość, która zrodziła się z osobistych doświadczeń. Odwaga. Ciekawość. Spokój. Wolność. Kreacja.
Poprosiłam, aby nikt nie dawał rad ani nie opowiadał dziecku, jak powinno żyć. Każdy mówił wyłącznie o sobie – o tym, dlaczego właśnie to słowo stało się ważne na jego własnej drodze. Słowa trafiły do symbolicznego worka podarunków, a historie pozostały przy tych, którzy je opowiedzieli.
Ceremonii towarzyszyły pieśni, dźwięk handpana i bębnów oraz dużo wspólnego śmiechu. Było w niej miejsce na wzruszenie, zabawę i zwykłą radość bycia razem.




Komentarze